BIEGANIE NADAJE ŻYCIU ODPOWIEDNI RYTM, cz. 2

Panie Michale, jak ocenia Pan z perspektywy czasu swoją kondycję sprzed 10 lat?

Dziesięć lat temu nie biegałem, bo byłem między narodzinami pierwszego a narodzinami drugiego dziecka. Różnica dekady jest kolosalna. Wtedy byłem zupełnie nieświadomy tego, co się robi, jak się robi i dlaczego tak się robi. Nie miałem żadnych jednostek treningowych. Po prostu sobie biegałem. Teraz, jeśli chodzi o moją efektywność, jest ona znacznie lepsza. Oczywiście mistrzem świata nie jestem, ale obecne wyniki są dla mnie powodem do dumy.

Powiedział Pan, że różnica dekady jest kolosalna, a więc jak widzi się Pan za 10 lat?

Będę chudy, żylasty, pomarszczony i siwy … Ale będę dalej biegał (śmiech). Będę też w lepszej kategorii wiekowej i mam nadzieję, że nie będzie tyle konkurencji co teraz. I może uda mi się stanąć na podium. A jest to możliwe, bo z mojej obserwacji wynika, że osoby starsze w dłuższych biegach dają sobie spokojnie radę. Przykładem jest Włoch Marco Olmo – jest on legendą ultra maratonów, bo będąc grubo po pięćdziesiątce, wygrał trzy razy jeden z najtrudniejszych biegów na świecie – UTMB, zostawiając rywali daleko w tyle, i to o wiele młodszych zawodników (swoją drogą do UTMB też się przygotowuję). To jest kwestia doświadczenia, wytrzymałości, innej budowy mięśni, głowy i praktyki. Dlatego liczę na to, że pomimo upływu lat będę coraz lepszy. I oby spełniło się to bez kontuzji i żeby starczyło mi wytrwałości.

Czy zaraża Pan swoją pasją innych?

Mam poczucie, że przy tych dystansach, które robię, i zważywszy, że to wszystko dzieje się w górach, duża liczba moich znajomych patrzy na mnie jak na kosmitę. Ale nie do końca zdają sobie sprawę, że nie ma w tym nic kosmicznego. Według mnie każdy, kto biega w miarę dobrze po płaskim, mógłby sobie z tym poradzić. Ale jeśli chciałoby się być najlepszym, to faktycznie jest to kosmos i wymaga olbrzymiej pracy i poświęcenia. Czy zarażam pasją do biegania? Ciężko mi powiedzieć. Myślę, że inspiruję innych tym, że udaje mi się pogodzić życie prywatne, z pasją. Mam ogromną motywację do biegania, dzięki której łączę obowiązki rodzinne oraz plan treningowy. Ktoś kiedyś powiedział, że najwięcej wolnego czasu ma ten, kto najwięcej robi, i trochę tak to wygląda w moim przypadku, bo to bieganie uczy organizacji i konsekwencji. I właśnie to może być bardziej inspirujące dla innych niż samo bieganie. W moim przypadku problemem może być odpoczynek po wysiłku, a raczej jego brak, bo profesjonalista ma czas, by odpocząć, a ja kończąc trening, biorę szybki prysznic, jem śniadanie, rozwożę dzieci do szkoły i jadę do pracy. Należy pamiętać, że bez odpoczynku i regeneracji nie ma postępu, więc aktywność fizyczną trzeba odpowiednio dawkować.

… a rodzina?

Rodzina to trudny temat. Rodzina akceptuje. No, ale jest to trochę na zasadzie zła koniecznego, bo w sumie mógłbym mieć jakieś inne dziwne hobby lub, co jeszcze gorsze, nic nie robić. Z żoną mamy jasne zasady: trenuję rano, kiedy jeszcze wszyscy śpią, by to nie naruszało życia domowego. Startuję cztery razy do roku i wtedy wyjeżdżam na kilka dni. Rodzina podgląda, jak mi idzie podczas biegu, i wydaje mi się, że trzymają kciuki (śmiech). Ponadto często zdarza się tak, że w prezencie dostaje jakiś wyjazd na obóz biegowy.

Pamięta Pan, który bieg był dla Pana najbardziej wyczerpujący?

To zeszłoroczna Łemkowyna – 150 km biegnie się z Krynicy do Komańczy. Bieg sam w sobie nie jest bardzo trudny, ale jest długi. Dwa razy miałem okazję w nim uczestniczyć, ale w zeszłym roku było bardzo dużo błota i to takiego, które wysysało energię. Przez co ten bieg trwał o wiele dłużej, zrobiło się zimno i po nim byłem najbardziej wyczerpany.

Tamten bieg dał się Panu we znaki. Ale skoro Pan startuje w zawodach cztery razy do roku, intensywnie trenuje, to chyba bieganie jednak niesie za sobą też korzyści?

Korzyści? Całe mnóstwo! Można do nich śmiało zaliczyć: zdrowie, nowe znajomości, możliwość wyjazdów w ciekawe miejsca. Ponadto staram się być raz na rok poza granicami Polski. Pojechać w góry, tam gdzie jeszcze nie byłem. To jest fajna okazja do zobaczenia świata, a co za tym idzie i przygody, bo taki bieg po górach, szczególnie nowych dla mnie, jest trochę nieprzewidywalny i dzięki temu można przeżyć coś naprawdę fajnego, czy też zmierzyć się z samym sobą. Z takich materialnych rzeczy, to dzięki bieganiu jestem szczupły i patrząc na mnie z perspektywy całego mojego życia, to uważam, że obecnie mam najlepszą formę fizyczną… od czasów liceum.

Co bieganie zmieniło w moim życiu?

Muszę wiele rzeczy sobie uporządkować, trzymam wagę. Jestem w miarę umięśniony. Czuję się pełen energii. Poznałem sporo ludzi i to wszystko nadało mi odpowiedniego rytmu.

Czy biegi są w stanie dostarczyć jakiś lekcji życia?

Tak i to ogromnych. Biegi ultra trwają bardzo długo i końcowy wynik jest wypadkową wielu czynników. Zarówno przygotowań fizycznych, technicznych a także merytorycznych. Trzeba się przygotować do tego, by wiedzieć, jak wygląda trasa, gdzie i jakim tempem biec, gdzie jest podejście, gdzie zbieg, jakiego rodzaju są to góry itp. Na trasie może wydarzyć się tyle rzeczy, np. zmiana pogody, kryzys. I to wszystko bardzo wpłynęło na mnie, nauczyło mnie takiego wyczucia siebie, nie poddawania się, fuknięcia na siebie, kiedy trzeba, wzięcia się w garść, pozytywnego nastawienia i tego, żeby nigdy się nie poddawać. I to jest w sumie najważniejsze, bo dopóki człowiek biegnie, to walczy i nie poddaje się. A może się jeszcze bardzo dużo wydarzyć. Jest taka szkoła w biegach, żeby zacząć wolno, a w trakcie biegu stopniowo wyprzedzać osoby, które pobiegły szybciej. I to przydaje się w życiu, bo pomaga to w organizacji pracy, a także dodaje uporu w dążeniu do celu, bo naprawdę nie jest łatwo, kiedy jest środek zimy, temperatura minus 15 stopni Celsjusza na zewnątrz, jest piąta rano i trzeba wyjść, żeby zrobić trening. Ale jest ta świadomość, że odpuszczanie sobie może wpłynąć na cały stan funkcjonowania. To uczy olbrzymiego uporu i dążenia do sukcesu.

Bieganie nauczyło mnie tego, że bardzo dużo możemy dzięki naszej głowie. Oczywiście przygotowanie fizyczne jest przygotowaniem fizycznym, ale głowa… Głowa i jeszcze raz głowa! To jest absolutnie najważniejsza rzecz, która rządzi, bo dzięki niej jesteśmy w stanie zmusić nasze ciało do bardzo wielu rzeczy. Jak głowa wysiada, to nawet najlepiej wytrenowane ciało już nie da rady.

Jeśli jesteśmy już przy głowie, to zwykle mamy jakiegoś idola, osobę, która jest dla nas inspiracją. Czy Pan też kogoś takiego ma?

Jeśli chodzi o to, kto jest dla mnie inspiracją, to nie mam takiej jednej osoby. Jest na przykład taki człowiek w Hiszpanii: Kilian Jonet. Wychował się w Pirenejach, biega niewiarygodnie, zdobywa góry, jest ski alpinistą i jest niesamowicie aktywnym człowiekiem. Inspirują mnie też osoby zwykłe, choć one w sumie są niezwykłe. Mamy w Polsce biegaczy ultra, którzy normalnie pracują, a podczas biegów osiągają takie wyniki, że są w ścisłej czołówce najlepszych biegaczy i tym samym dorównują prawdziwym profesjonalistom. Do listy osób które mnie inspirują, trzeba też dodać Marco Olmo, o którym już wcześniej wspomniałem.

Panie Michale, a jak wygląda wyposażenie biegacza?

Generalnie wyposażenie normalnego biegacza nie jest skomplikowane. Jednak jeśli chodzi o bieganie po górach, to ono trochę więcej wymaga. Przede wszystkim chodzi o buty, bo to jest najważniejszy element. Nasze stopy najwięcej pracują i musimy mieć świetne buty przeznaczone do biegania po górach. W górach mamy do czynienia z różną nawierzchnią i ona powoduje, że potrzebujemy różnych bieżników. Ja w szczytowym momencie miałem aż 15 par butów, które dostosowałem do warunków atmosferycznych, rodzaju nawierzchni, długości biegu itp. Moja żona się śmiała, że mam więcej butów biegowych niż ona swoich. Ale moja ilość butów to nie rekord, bo mam znajomego z Zakopanego, który testuje każdą nowość i okazało się, że posiada aż 40 par butów.

Oprócz butów ważne jest też dodatkowe wyposażenie. Można je spokojnie porównać do asortymentu osoby, która wybiera się na wycieczkę górską. Punkty z piciem nie znajdują się co 5-7 km, jak podczas biegów ulicznych. A nawet jak są np. co 5 km, to przebiegnięcie takiego samego dystansu w górach, w odróżnieniu od płaskiego terenu, wymaga zupełnie innego czasu, a także znacznie większego wysiłku. Więc może się okazać, że droga z jednego punktu do drugiego może być bardzo angażująca i zamiast 20 minut możemy potrzebować ponad godzinę. Dlatego potrzebujemy picia i jedzenia, które mamy ze sobą w plecaku, z którym cały czas biegniemy. Oprócz rzeczy spożywczych mamy też inne rzeczy, które muszą być lekkie, bo każdy gram zwiększa wagę. A im więcej ważymy, tym wolniej biegniemy i bardziej się męczymy. Większość biegów wymaga np. kurtek przeciwdeszczowych. Dlatego zdrowy rozsądek podpowiada, żeby je mieć podczas biegu. A są kurtki przeciwdeszczowe, które ważą 90 gramów, ale są też takie, które ważą 400 gramów. I na ten element wyposażenia można wydać dużo pieniędzy. Jeśli chodzi o koszulki, skarpety kompresyjne, spodenki, to są one spójne dla biegów płaskich i wysokogórskich. Jeśli chodzi o inne bardziej nietypowe rzeczy, to potrzebujemy: latarkę, chustę typu Buff, folię NRC, podstawową apteczkę, kijki, spodnie przeciwdeszczowe, zegarki z GPS (raczej nie biega się z telefonem). I tu potrzebujemy sprzętu, który może długo wytrzymać, szczególnie na takich biegach, gdzie limit wynosi 40 godzin. Ważne są też żele, każdy ma jakieś swoje ulubione, a zużywamy ich też więcej niż biegacze po płaskim. Mój rekord to jest około 15 żeli… Nic przyjemnego.

Wiemy, co mamy zabrać ze sobą. A jak wygląda taki bieg?

Generalnie startuje się np. o 3 w nocy. Trasa prowadzi zwykle po szlakach turystycznych, które oznaczone są chorągiewkami. Od czasu do czasu są punkty z jedzeniem. Trasa jest do góry, do dołu, po płaskim. Są biegi bardzo krótkie, np. 3 km i tylko pod górę – tak zwany wertikal i to jest naprawdę wycieńczające. Kiedy ludzie wbiegają na metę, to padają, ze względu na intensywność trasy. Są biegi średniego dystansu o długości maratonu. Ja startuję w biegach ultra i to jest dużo powyżej 40 km, a zwykle co najmniej 70 km. Najdłuższy, w którym startowałem, miał 150 km. W tym roku będę startował w takim, który ma 170 km i muszę pamiętać, że są tam podejścia i zejścia. Wcale nie jest tak, że zbiegi są super przyjemne, bo potrafią bardzo zmęczyć. Wtedy kolana pracują. Sekret polega na tym, by nogi puścić luzem, poczuć dziecięcą radość i nie hamować, bo przy hamowaniu mięśnie i kolana potrafią bardzo boleć.

Natomiast przy wbiegach warto pamiętać, że szybszy marsz czy podejście, jest bardziej efektywny niż podbieganie, bo jest mniej męczący i przy dłuższym dystansie można osiągnąć szczyt szybciej i tak zwykle robi 90 procent ludzi. To jest mit, że się wbiega pod górę. Jednak to są biegi i trzeba biegać, bo dystansu nie da się pokonać na samym przejściu. Dlatego najlepiej jest zbiegać i biegać po płaskim.

Panie Michale, mówi Pan, że taki bieg długo trwa, a jak wygląda ewentualny odpoczynek, sen, posiłek?

Kiedy słyszę to pytanie, to przychodzi mi do głowy najbardziej znany ultras, jakim był Forest Gump (śmiech). W filmie jest taka scena, w której Forest jest pokazany jako zarośnięty mężczyzna, który bez przerwy biegnie, przemierzając USA. W olbrzymim uproszczeniu w taki sposób wyglądają nasze starty. Biega się bez przerwy. Generalnie co jakiś czas są punkty żywieniowe. A to ile czasu spędzimy na punkcie, to jest nasza decyzja. Doświadczenie pokazuje, że jeśli nie dzieje się nic szczególnego, to nie warto spędzać dużo czasu. Odpoczynku wiele to nam nie da, a jak się zasiedzimy, to potem trudno ruszyć. Z drugiej strony trzeba sobie wyobrazić, że jak gonimy kogoś kilka kilometrów biegnąc, dajmy na to 15 s/km szybciej niż on, to jeśli mamy do niego 1 km straty, to gonimy go naprawdę długo… Na przykład godzinę. A jak stoimy na punkcie 5 minut, a on biegnie dalej bez postoju, to tracimy od razu nadrobiony czas.

Spanie?

Śpimy, gdzie chcemy i kiedy chcemy. Na punktach, w późniejszych etapach biegu, są łóżka. To, czy biegacz korzysta z takiej możliwości, to jego decyzja i taktyka. Ci, co biegną szybko, nie śpią wcale. Znajomy spał też w krzakach poza punktem. Ile spać? Tu zdania są zgodne – max. 20 minut.

20 minut na 40 godzin biegu?

Może nie tylko 20 minut, ale w jednostkach po maksymalnie 20 minut. To daje spory reset, a nie zapada się w głębszy sen i można bez problemu ruszyć.

Najgorszym czasem biegu jest druga noc – szczególnie po północy i na podejściu, kiedy nie napiera się szybko i adrenalina jest mniejsza niż na zbiegach. Wtedy też mogą pojawić się halucynacje.

Taki bieg na pewno dostarcza wielu ciekawych przeżyć. Jeśli któryś z naszych czytelników chciałby spróbować w nim swoich sił, to jakich wskazówek by mu Pan udzielił? Mam tu na myśli osobę, która chce postawić swoje pierwsze kroki w biegach?

Przede wszystkim musi wytrzymać miesiąc, bo wtedy nasz organizm przyzwyczaja się do endorfin, a endorfiny są jak narkotyk. Jak się uda, to w następnym okresie będzie z górki i będzie łatwiej to utrzymać.

Warto też wyznaczyć sobie jakiś cel. Można biegać i truchtać, ale warto wyznaczyć sobie jakiś cel i dążyć do niego. Szczególnie w miesiącach zimowych, kiedy jest zimno, należy nie myśleć o konkretnym treningu, ale o tym, dokąd on mnie prowadzi. I to jest tak, że jak ma się fajny cel, to naprawdę on napędza. Początkujący też powinni pamiętać o tym, że regularność odgrywa kluczową rolę i prowadzi nas do przodu.

Początkujący nie powinni się również przejmować tym, że nie są w stanie długo biec, bo trzeba trochę zwolnić tempo biegu, trochę przemaszerować. Należy wiedzieć, że po miesiącu uda się nam osiągnąć lepsze wyniki. Wiem, że dla niektórych ludzi bieganie jest nudne. Ja na przykład nie lubię pływać, bo podczas treningu lubię się spocić, a w basenie nigdy mi się to nie udało.

Panie Michale, bardzo dziękujemy za ten pełen inspiracji wywiad. Czego można Panu życzyć na dalsze lata?

Przede wszystkim braku kontuzji, dobrych wyników, realizacji celów i postępu. Moim marzeniem jest, żeby kiedyś w jakiejś kategorii wiekowej w biegach ultra stanąć na podium. W biegach lokalnych już tego doświadczałem, ale jeszcze nigdy nie udało mi się to w biegu ultra. Mam takie marzenie i byłoby bardzo fajnie móc stanąć na podium. Proszę też trzymać kciuki, by mi się udało zrealizować kilka pomysłów biegowych. Ja w nie wierze, a jak wiemy, wiara przenosi góry.

Panie Michale, tego Panu życzymy, trzymamy też kciuki i jeszcze raz dziękujemy za to inspirujące spotkanie.

Dziękuję.

Your goods are now in the shopping basket. To receive a discount you need to be logged in as a member
Log in i Become a Member